POŻEGNANIE Z AFRYKĄ

12873565_10205928197980205_1958600334_o12873566_10205928191420041_595994384_o12874200_10205928197420191_1293955309_o12422172_10205928197260187_1438667388_oPOŻEGNANIE Z AFRYKĄAfryka jest kontynentem chłopskim, około 80% ludności żyje na wsi, trudniąc się rolnictwem albo hodowlą. To bardzo słaby system, określany jako rolnictwo ekstensywne. Chłop wypala kawałek buszu, nawet go nie karczuje i nie czyści korzeni, tylko sadzi bezpośrednio na tym pogorzelisku maniok (yam) albo kukurydzę. Po 3-4 latach, ta ziemia wyeksploatowana do granic możliwości. bez używania żadnych nawozów, źle spulchniana, bez stosowania płodozmianu, jałowieje i przestaje rodzić. Więc co robi afrykański chłop? Opuszcza to poletko i musi wypalić nowy kawałek buszu. Tyle razy widziałam w nocy palącą się sawannę i ogień w buszu. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu również w Parku Pendjari w Beninie. Takie rolnictwo to najbardziej zacofany i najmniej wydajny sposób uprawy ziemi. Niestety najczęściej spotykany. Ma demoralizujący wpływ na chłopa, ponieważ nie jest mobilizowany do wymyślania i stosowania jakichkolwiek udoskonaleń, bo taka uprawa wystarcza mu na minimum egzystencji. Inną przeszkodą w rozwoju rolnictwa jest zachowany podział na plemiona rolnicze, uprawiające ziemię i hodowlane. Pasterze nie uprawiają ziemi, bo uważają to zajęcie za godne pogardy, rolnicy gardzą cuchnącymi nawozem pasterzami. Nie stosowanie nawozów bydlęcych w rolnictwie, a w hodowli zapasów paszy w okresie suszy jest błędem. Brak współpracy między tymi dwoma grupami powoduje, że rolnictwo jest żałosne i zdolne zapewnić jedynie głodowe minimum. Zdarza się, że w niektórych regionach Afryki zakłada się duże plantacje i uprawia bawełnę, kawę, kakao czy orzeszki ziemne, ale nie dzieje się to na szeroką skalę, więc chłopi nie potrafią produkować nadwyżek na rynek. Wieś żyje swoim apatycznym i leniwym życiem.

Miasta afrykańskie stanowią mniejszą ilość niż europejskie. Zazwyczaj powstały po wojnie, są więc młodsze. Ich rozwój nastąpił w odróżnieniu od Europy, w której były następstwem rozwoju przemysłu, jako skupiska administracji i władzy. W dużych np stolicach, centrum miasta to banki, urzędy publiczne, market, sklepy. Często eleganckie. W małych meczet i targ. I wszędobylski piach, pył i brud. Nie ma chodników, a ruch uliczny starych, zdezelowanych aut i pyrkających motorków, powoduje taki smog, że drapie w gardle. Mieszanka kultur, religii, tradycji i zwyczajów miesza się jak w kotle. Murzyni i Arabowie, animiści, islamiści i katolicy, wszyscy w jednym miejscu. To główny podział. Z całą pewnością jest bardziej skomplikowany niż udaje mi się to zauważyć podczas tej podróży.

Jest jeszcze jedna sprawa, z którą się zetknęłam. Jeśli miałam możliwość zobaczyć jakieś chaty plemienne, pałace, wioskę, w której obrzędy są na granicy zapomnienia, miałam wrażenie, że Afrykańczycy nie zdają sobie sprawy z ich wartości w dzisiejszym cywilizowanym świecie. Żyją w tych obyczajach, stosują na codzień, ale nie dbają o ich przetrwanie. Nie zależy im. W Rabacie, stolicy Maroko, turyści mogli chodzić po zabytkowych murach i nikt nie zabraniał tego. Nie zawracał sobie głowy, że pękają, że kruszą sie mury. W XIII w Chinguetti (Szinkit), w Mauretanii sama potrąciłam mur, z którego potoczyło się kilka glinianych cegieł. Przyznaję nieświadomie. Mieszkańcy nie odbierali swojego miasta jako starego i zabytkowego i bardzo cennego. Zwyczajnie to miejsce ich zamieszkania. I tyle. W Europie nie do pomyślenia. Nie chcę wygłaszać jakiś ogólnych tez, bo nie jestem znawcą gospodarki, ani nie mam wiedzy socjologicznej. To tylko moje spostrzeżenia i wrażenia. Biały człowiek kojarzy się z przywożeniem pomocy i łatwym dawaniem „kadu” czyli podarunków. Wyciągają ręce dzieci i dorośli. Oczywiście najubożsi. Ale daje się też zauważyć jeśli nie serdeczność, to z pewnością otwartość. Po chwili onieśmielenia pojawia się zaciekawienie. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć spór, czy dawać i w ten sposób pomagać Afryce czy pozostawić ją taką jaka jest, z powolnym rozwojem, nie śpieszącymi się zmianami, by świat rozwinięty mógł tu wpadać i cieszyć się nienaruszoną kulturą. Ja niejednokrotnie wzruszyłam się ofiarowując używaną odzież, buty czy zabawki.

Mnie bliska sercu jest afrykańska przyroda, zwierzęta i rośliny. I najbardziej bym chciała, by ocalić jej jak najwięcej, choćby tworząc parki narodowe. Nawet jeśli to jedyny sposób. Ale nie farmy krokodyli, którą miałam okazję zobaczyć. To dla mnie żałosne i mocno przygnębiające. Ja wolę odwrócić założenia. Niech zwierzęta w parkach żyją luzem, na swobodzie, a ludzie podglądają ich życie z zamkniętych samochodów. Wtedy będą mogli dotknąć dzikiej Afryki. Czasem są sytuacje, w których można przypomnieć, gdzie jest miejsce człowieka w szeregu. Dla ogólnej korzyści. Ja jeszcze życzyłabym sobie, by Afrykańczycy odkryli, jak wielkim potencjałem dysponują mając na sawannach i w buszu jeszcze liczną dziką przyrodę. Szanowali ją i doceniali. Jako to co najcenniejsze. Zarabiali na niej, pokazując w mądry sposób.

Podczas tej wyprawy były różne chwile, wspaniałe i ciężkie, wzruszające i złoszczące, pełne napięcia i zaskakujące, zabawne i przygnębiające, zachęcające do próbowania i skłaniające do refleksji. Żadnej z tych chwil nie żałuję, ani jednej godziny nie zamieniłabym, ani jednej minuty i sekundy nie wykreśliłabym z tej podróży. Wszystkie one składały się w jedną całość i stanowiły przygodę.

Dziękuję Bogu za czuwanie nade mną w tej podróży. I gwiazdom, które nas prowadziły przez pustynie. I Piotrowi, który dowiózł mnie do domu. I marzeniom, które mnie tam zagnały, tak daleko na koniec świata. Jeśli mam jakiś niedosyt tego co zobaczyłam i wrażeń, które przeżyłam, to cieszę się. Niech z tego zrodzą się pragnienia i staną się motorem do kolejnych podróży. Niech uwolnią skrywane marzenia.

POKONALIŚMY 22 000 km, średnia prędkość 35 km/ h, 7 tygodni

CENY

1000 DIH – 1 Euro, drobne pamiątki kosztują 5000-10 000 DIH, mandarynki 500 DIH, oliwki 2000 DIH

6000 CFA – 30 PLN, nocleg na kempingu w namiocie 2000-3000 CFA, hotel – 4000-6000 CFA, piwo w butelce 600-700 CFA, bagietki około 100 CFA za szt. My kupowaliśmy 10 sztuk, ananas 150-200 CFA, maski w Bamako – 30000-……..80000 CFA ale trzeba zbić do 1/3 ceny, paliwo – około 1 Euro, w Saharze Zachodniej najtaniej około 1/2 Euro, miska ryżu z sosem na północy Mali – 1000 CFA, dalej w Burkina Faso, Togo, Beninie – 250 CFA, ryż z kozą – 1000 CFA, banany pieczone, małe racuszki – 250-300 CFA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s