AGADIR I NIE TYLKO, Marocco

AGADIR I NIE TYLKO, Marocco 12381152_10205733513393212_604697829_o12597052_10205733500352886_439493903_o12699161_10205733512393187_1776426548_o12722491_10205733499152856_600120319_o12736656_10205733515273259_87424895_o12736757_10205733501552916_1919092105_o12736846_10205733524833498_810304802_o12736881_10205733502992952_1723637899_o12516736_10205733496992802_96348466_o

Droga wije się wstążką, tworząc malownicze serpentyny. Omija raz jedno raz drugie wzniesienie. Gdzieniegdzie widać już drzewa oliwne, kępy opuncji. Ewidentnie zmienia się krajobraz. Nie ma już domostw z kamienia i gliny, pokrytych liśćmi palmy. Za to geometryczne, prostokątne w ognistych kolorach, od ochry do wiśni tworzą przydrożne wsie. Patrząc przez okno, czasem mam wrażenie przecinanego południa Europy. Zresztą nie tylko gaje oliwne to wrażenie sprawiają. Również ludzie, czyste miasta, sklepy, restauracje i pojawiające się cukiernie potęgują to wrażenie. AGADIR błyszczy światłami i nowoczesnością. To port w południowym Marocco, nad Atlantykiem. To on przyciąga turystów swoimi pięknymi plażami. Na długości 10 km rozciągają się piaszczyste, płaskie i szerokie, gdzie woda spokojnie wpływa oraz klifowe z roztrzaskującymi się o skały falami. Do tego prawie 300 dni w roku pełnego słońca sprawia, że marzy mi się w takim miejscu emerytura. Na campingu Terre d,ocean, położonego wysoko na klifie około 50 km od Agadiru, gdzie udało nam się wczoraj znaleźć miejsca, mogłam przekonać się na własne oczy, że francuscy i niemieccy emeryci szczęśliwie odpoczywają tu zimą. Na campingu czuli się jak u siebie. Rano spacer z pieskami po bułeczki do miejscowego sklepiku. Wszędzie super czysto i wszyscy tę czystość szanowali. Miejsce to jest też mekką surferów. Fale tworzące się u podnóża klifu dają im widać doskonale warunki do uprawiania tego sportu. Podoba mi się ich społeczność. Ten luz, spontaniczność, wolność, nawet bujna wyobraźnia. Mają młodość w sercach. Uwielbiam taki stan. Większość dociera nad ocean camperami, co sprawia, że są niezależni.

Wracając jeszcze do samego Agadiru, w 1960 roku został bardzo dotkliwie zniszczony przez trzęsienie ziemi. W gruzach legł meczet i wiele budynków publicznych oraz masa prywatnych domów. W błyskawicznym tempie Agadir odbudował to co zniszczył żywioł. Włoski dekorator Coco Polizzi w 1992 roku rozpoczął odbudowę Medyny. Prace nadal trwają, a w planach przewidziane są zarówno budowle z kamienia, sztuczne jezioro i ogrody botaniczne. Obecnie Medyna zajmuje około 4,5 ha, zbudowana jest z kamienia, ziemi i drewna, pochodzących z okolicznych terenów.

Miasto to jeden z najpopularniejszych ośrodków turystycznych w Maroku, portem lotniczym, ale też ośrodkiem przemysłowym. Rozwija się tu prężnie rybołóstwo i przemysł cementowy.

wtorek, 9 lutego 2016

Jedziemy przez gaje arganowe. Drzewa bardzo podobne są do oliwkowych, również rosochate, wyglądające na stare, z drobnymi listkami, ale w odróżnieniu od oliwnych arganowe mają kolce i delikatniejsze listowie. Lubią je kozy, bo przejeżdżając zaskoczył mnie ale i rozbawił widok chmary kóz pasących się na drzewie. Kolorowe, w łatki, beżowe, czarne, białe i brązowe, stare i młode, wszystkie skakały po koronie i uwijały się w tempie, nie zaprzątając sobie główek naszą obecnością. W ostatnich latach drzewa arganowe, stały się za sprawą oleju bardzo popularne. Olej wykorzystuje się jako spożywczy oraz jest niezwykle cenny w kosmetyce. Używa się go bezpośrednio do pielęgnacji skóry i włosów oraz jako dodatek do kremów, balsamów, szamponów w przemyśle kosmetycznym. Jest drogi. Za litrową butelkę takiego do kucharzenia trzeba zapłacić 250 Dirhams. Występuje jedynie w Maroku, bo tylko tu na świecie rosną drzewa arganowe.

Naszym najbliższym celem jest ESSAOIRA, miasto cudne, położone nad oceanem. Stare miasto wita nas białą zabudową z niebieskimi ozdobnikach. Gęsta sieć wąskich uliczek, niczym korytarze prowadzi nas do dalszych zakątków. A tam przycupnęły małe sklepiki. To nic, że oferują towar stworzony pod turystów, to jednak dalej piękny. Zachwyciłam się kilimami i dywanami. W cudownych kolorach, czasem wręcz papuzich. Rozwieszone wprost na murach, tworzą wielki kontrast koloru i wzorów z szarością i chropowatością. Zaś w metalowych wiadrach wystawione były mieszanki ziół do kuchni oraz na różne dolegliwości, nawet męskie oraz naturalne krystaliczne dezodoranty. Istny festiwal towarów. Essaoira zrobiła na mnie wrażenie wakacyjnego, artystycznego miasta, w którym rządzi pełna fantazji i wyczucia piękna, bohema. Przyjeżdzają przede wszystkim Francuzi, ale też mieszkańcy innych krajów. Sprzedawcy znają też Polaków. Miasto pochodzi z XV w, zaprojektowane przez francuskiego architekta łączy styl marokański z europejskim. Dawniej była miastem na szlaku karawan z Timbuktu do Atlantyku, więc tętniła handlem i była też tyglem, w którym mieszały się plemiona arabskie i afrykańskie. Śliczne, warte polecenia wakacyjne miasto, bardzo dalekie od tych w czarnej Afryce.

Ha….. Ach ci suflerzy! Mieliśmy jechać dalej i nocować pod Assilah a tu zmiana planów jak to u nas w zwyczaju i wylądowaliśmy znów nad Atlantykiem, w ulubionym miejscu surferów i znanej nam miejscowości KENITRA. Fajnie rozbić obozowisko w swoim miejscu. I w dodatku mamy obiecane przez Piotra, że nie musimy się zrywać rano i możemy spać do oporu czyli do 7,00. Łaskawca!!! Po drodze, ale już nie pamiętam nazwy, jedliśmy lokalnie na ulicy. Gdy wjeżdża się do małych miejscowości, nie muszę wyglądać przez okno, by wiedzieć, że tak jest. Budzi mnie zapach dymu palenisk z ulicznych jadłodajni. Afrykańska kuchnia, bez względu czy jesteśmy w Maroko, Saharze, Mauretanii, Mali, Burkina Faso, Togo czy Beninie wygląda podobnie, ale smakuje inaczej w środkowej, a inaczej na północnej. Podstawą jest ryż, rzadziej makaron a do tego sos mięsny lub orzechowy, albo pieczona koza lub baranina. Północ to frytki i więcej warzyw, oliwki, środkowa rzadko serwuje warzywa. Zwyczajnie tam o warzywa trudno. Wiem o tym dobrze, bo nie raz do kolacji podczas mojego dyżuru w kuchni długo szukałam na targu kapusty, cukinii, kalafiora czy pomidorów. Tam gdzie było sucho uprawy warzyw nie udawały się. Już lepiej zaczęło się od Burkina Faso i dalej na południe. Ale tam sahara ustąpiła miejsca lepszej ziemi. Pokuszę się o takie bardzo podstawowe podsumowanie jakie owoce w danym kraju można spotkać. Mianowicie, Maroko to pomarańcze, mandarynki, banany, jabłka, wszystkie owoce, które znamy. Sahara Zachodnia podobnie, ale nie dla tego, że ma rozwinięte rolnictwo, lecz przywożone są z sąsiedniego Maroka, Mauretania to już tylko banany i pomarańcze ale raczej żółte i zielone w wyglądzie, Mali, Burkina Faso podobnie, z dodatkiem jeszcze mango, papai i awokado. W Togo i Beninie spotkamy banany w różnych gatunkach, pyszne ananasy i zielonkawe pomarańcze. Przez sprzedawców te ostatnie są oskrobywane ze skórki. Zastanawiałam się po co, bo pozostawiane są w białej osłonce, którą my usuwamy wraz z tą wierzchnią. Może lokalni mieszkańcy nie zjadają całego owocu tylko wysysają sok? Zresztą w Afryce nie kupuje się na kilogramy tylko na sztuki. Odrywa się z wiązki kilka sztuk bananów i sprzedawca mówi ile trzeba zapłacić. Pomidory, czuszkę i drobne warzywa, które przypominały zieloną paprykę, układane były na targu po 5 szt i w ten sposób sprzedawane. Taki zwyczaj. Ale myślę, że warzywa są takim rarytasem, że kupuje się je jako przysmak w małych ilościach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s